[..]Szybko i pomyślnie przebiegała podróż żaglowca „Emma”, który w czerwcu 1867 roku, po wyładowaniu w Buenos Aires materiału do budowy dróg żelaznych przywiezionego z Londynu, zdążał w drodze powrotnej do portu Paranaguá w brazylijskim stanie Parana.

Sprzyjający wiatr północny i północno-wschodni znakomicie ułatwił brygowi wpłynięcie do zatoki Laranjeiras od strony północnej — od tej strony właśnie, gdzie kanał posiadał głębokość najdogodniejszą dla statków zawijających do Paranaguá i pobliskiej Antoniny. Zgodnie z regulaminem portowym bryg zatrzymał się u ujścia kanału, oczekując przybycia pilota, przeprowadzającego statki i barki przez kanał do właściwego miejsca w zatoce, gdzie bezpiecznie można stanąć na kotwicy. Pilot zauważył natychmiast statek u wejścia do zatoki. Zawiadomiwszy o jego nadejściu władze portowe i urząd celny za pomocą sygnalizacji chorągiewkowej, sam pospieszył bezzwłocznie na pokład. Pogoda była wspaniała, czas na wpłynięcie do zatoki odpowiedni. Wiatr północno-wschodni i znaczny przybór morza zapewniały dostateczną wysokość zwierciadła wody w kanale, by bryg bezpiecznie mógł się przedostać między wyspami Do Mel, Raza, Peças, Das Cobras i Cutinga aż do zewnętrznego portu w Paranaguá. O zmroku bryg stanął na kotwicy u wybrzeża Passagueira, naprzeciw portu Do Gato.

W owych czasach większe statki nie zawijały do portu zewnętrznego Paranaguá, omijając również i drugi z portów parańskich — Antoninę. Jedynie w porcie wewnętrznym Rio Itiberé, gdzie znajdował się stary urząd celny, można było dostrzec kilka barek lub niewielkich statków. Tylko nieliczne łodzie żaglowe, powracające z miasta i z przyczółka kościoła Najświętszej Panny do Rocio na północne wybrzeże zatoki, krążyły po kanale. Ale gdy wiatr ścichał i opadał przybór wód, opustoszała zatoka o gładkiej zwierciadlanej powierzchni przybierała wygląd pełnego bezmiernego morza. Zmierzchało już, gdy statek stanął na kotwicy w porcie Paranaguá. Słońce już zachodziło i kryło się za górami Maicathiza, rzucając na niebo i widnokrąg ostatnie promienie tęczowych blasków. Cisza niezmącona panowała w powietrzu; tafla morza gładka była jak lustro.  Wkrótce po zatrzymaniu statku kapitan jego udał się łodzią do miasta, by osobiście przedstawić się kapitanowi portu oraz porozumieć się z kupcami drzewnymi, zamieszkałymi w porcie Guaraquessaba. Guaraquessaba eksportowała w owych czasach ogromne ilości drzewa i innych towarów do portów Rio da Prata w Argentynie[…]

Ten, niepozbawiony wartości literackich, wstęp do Pamiętnika Edmunda Sebastiana Wosia Saporskiego dobrze oddaje, co czuł uciekający od służby wojskowej w Prusach młodzieniec, który później został ojcem emigracji polskiej do Brazylii. To jemu zawdzięczamy, że Polacy nie rozpierzchli się po tym ogromnym kraju i utworzyli prężne centrum oświaty i kultury w stanie Parana [Pionierskie lata, w: Emigracja polska w Brazylii : sto lat osadnictwa, Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1971, s. 46-64].

Saporski w 1868 r. przybył do kolonii niemieckiej w Blumenau. Tam spotkał się z ks. Antonim Zielińskim i po rozmowach postanowili zdobyć ziemię dla imigrantów polskich w stanie Paraná. Saporski udał się osobiście do Rio de Janeiro i dzięki listom polecającym od ks. Zielińskiego został przyjęty przez cesarza, który poparł ich inicjatywę. W 1871 r. dotarli do Kurytyby pierwsi polscy osadnicy, którym przydzielo działki w Pilarzinho. Saporski położył duże zasługi dla organizacji życia kulturalnego emigracji polskiej w Paranie. Przez wiele lat redagował Gazetę Polską w Brazylii i pełnił funkcję prezesa Towarzystwa Tadeusza Kościuszki.  W 1924 r., w dowód uznania dla jego zasług, rząd polski nadał Saporskiemu order Odrodzenia Polski. W 1953 r. w Kurytybie postawiono pomnik dla uczczenia jego pamięci.